Menu

Od Ludwika i Franciszki - Blog Wróblewskich

Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,Lecz kiedy jej nimaSamotnyś jak pies...

Rzecz o życzliwości :)

paaulap

kuchniapolska1Dzień Dobry Rodzino i Przyjaciele :)

Ostatnie wydarzenia w naszym kraju skłoniły, albo starają skłonić do refleksji na temat mowy nienawiści i do tego, że różnice, choć nie powinny mogą prowadzić do złych wniosków, do złych historii.

Różnice zawsze były i zawsze będą. We wszystkich grupach społecznych nawet w najlepszych rodzinach. Ważne by umieć wyciągnąć wnioski i bez względu na wszystko szanować się wzajemnie i być sobie tak po ludzku życzliwym.

I właśnie o tej życzliwości w naszej rodzinie słówko chciałam.

Zasłyszane...

Czas: Odległe lata osiemdziesiąte

Miejsce: Warszawa - Mieszkanie Cioci Basi M. Gosiorówny :)

Jakoś tak wcześniej, mimo tego, że samochód to był luksus, na który stać było niewielu i komunikacja publiczna była zdecydowanie popularniejsza - bliższa i dalsza rodzina miała trochę więcej czasu na choćby krótkie spotkania. Z opowieści przekazywanych mi przez Rodziców i nie tylko ówczesna młodzież (właśnie to pokolenie rodziców) odwiedzali się regularnie, a nie raz na 25 lat podczas rodzinnych zjazdów ;)

Pewnego letniego, słonecznego dnia moi Rodzice pojechali do Warszawy (być może nawet nie pociągiem, a trabantem koloru kości słoniowej) i odwiedzali swoją bliższą i dalszą rodzinę. Oczywistym było, że jak już z odległych o całą galaktykę Kielc dotrze się do stolicy to trzeba zapukać do każdych przyjaznych drzwi. I tak właśnie trafili do domu Cioci Basi i Wujka Heńka. Po kurtuazyjnej herbatce, kawałku ciasta i miłej rozmowie wzrok mojej Mamy padł na biblioteczkę Cioci. Był to wzrok zazdrosny, ale taką pozytywną, broń Boże nie zawistną zazdrością. Książek Ciocia miała wiele i to były prawdziwie trudno dostępne białe kruki. Wzrok Mamy zatrzymał się na podwójnym egzemplarzu Encyklopedii PWN oraz podwójnym egzemplarzu Kuchni Polskiej. Sarnie oczy mojej Mamy zamieniły się na oczy spaniela, co Ciocia od razu empatycznie wyczuła i tylko zapytała:

- którą wybierasz? Kuchnia, czy Encyklopedia?

wybór prosty zapewne nie był, ale Mama z radością wybrała książkę kucharską, która służy jej po dziś dzień.

kuchniapolska2kuchaniapolska3

 Krótki rys historyczny, dla tych którzy, dziwią się oczom spaniela na widok zwykłej książki kucharskiej. Otóż przede wszystkim w latach osiemdziesiątych każdy towar był na wagę złota. Mięso, cukier, mąkę, masło nie wspominając o potrzebach pierwszej kategorii - papierosa, czy alkohol - można było kupić jedynie na kartki. Na kartki można było kupić także książki. Albo inaczej, można by było kupić, gdyby były dostępne. A nie były. Jak mówił ówczesny Minister Kultury i Sztuki Stanisław Puchała- książki były dla wielu lokatą kapitału. Ten kto miał książki był bogaty ;)

Tylko wspomnę o cenzurze wszechobecnej w tamtych czasach, która objęła nie tylko czasopisma, programy radiowe i telewizyjne, ale również książki, od których teraz uginają się półki w naszych księgarniach. Można było czytać tylko to, na co zostało wydane pozwolenie, a i tak książki były towarem mocno deficytowym. Książki znikały ze sklepowych półek w mgnieniu oka, co pomagało rozprzestrzenianiu się zjawisku "drugiego obiegu". Najbardziej pożądane tytuły przy odrobinie szczęścia można było zakupić na bazarze w cenie dwu-, trzykrotnie wyższej niż w księgarniach. No ale w księgarniach nie było. Z tej okazji lata osiemdziesiąte obfitowały w liczne kontrole. Ceny książek z tak zwanego drugiego obiegu znacznie przewyższały ceny rynkowe. Upowszechniło się zjawisko sprzedawania książek "spod lady". Zdarzało się, że do księgarń książki w ogóle nie trafiały, a dostawca przywoził jedynie fakturę i gotówkę (tak było na przykład w Kielcach, gdzie obsługa księgarni zamiast 12 Encyklopedii otrzymała 21,6 tys zł).

Powyższe informacje pokazują jak bardzo cenne były w tamtych czasach książki. Szczególnie te wydania albumowe, które wymagały płóciennej oprawy, dobrej jakości papieru, na którym można było drukować dobre jakościowo zdjęcia. Z resztą takie książki zazwyczaj "składane" były poza granicami naszego kraju (w Jugosławii), dlatego ich cena była naprawdę wysoka.

Podarowana mojej Mamie przez Ciocię Basię Kuchnia Polska z 1987 roku kosztowała 2200 zł, podczas, gdy średnia pensja wynosiła wówczas 29 194 zł (czyli 13 książek kucharskich). Dzisiaj w książkach kucharskich możemy przebierać na wszelkie możliwe sposoby, ale po co, skoro mamy Internet ;)

Takich aktów życzliwości w naszej Rodzinie było/jest i będzie bardzo wiele, a ja będę wszystkie zasłyszane historie Wam przekazywać.

Piszcie do mnie, komentujcie, wspierajcie mnie ;)

Wasza paulap

 

 

 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość *.play-internet.pl

    Zastanawiam się jak ludzie kiedyś poruszali się bez nawigacji i telefonów komórkowych. Myślę, że w czasach współczesnych większość bez tych urządzeń byłaby bezradna.

  • visavis

    w tamtych latach kartki na książki można przyrównać do dzisiejszych pakietów internetowych :)

  • paaulap

    @Gość, ja bez nawigacji w telefonie potrafię zgubić się w drodze do pracy ;)
    @visavis, myślę, że kartki na książki tak, ale same książki już były znacznie trudniejsze do zdobycia, szczególnie te lepszej kategorii :)

© Od Ludwika i Franciszki - Blog Wróblewskich
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci