Menu

Od Ludwika i Franciszki - Blog Wróblewskich

Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,Lecz kiedy jej nimaSamotnyś jak pies...

Sen Pietry!

paaulap

g

 

Dzień Dobry Rodzino :)

Powoli zaczynam składać w krótsze lub dłuższe historyjki to, co Wujek Marian przekazał Wojtkowi. Dzisiaj, tuż przed spaniem opowiem Wam o Petroneli.

Petronela, czyli Pietra była Mamą Ludwika. Od razu więc sprostowanie, co do jednego z wcześniejszych wpisów. Księgi parafialne podały, iż matką Ludwika była Genowefa, ale myślę, że powinniśmy zaufać rodzinnym przekazom, a o Pietrze słyszałam od zawsze. Moja Babcia jak chciała dopiec Dziadkowi to mówiła na Niego "Pietra" więc wszystko się zgadza.

O Babci Petroneli opowiadał także Wujek Marian. Z pierwszym mężem miała dwóch synów Ludwika i Wojciecha. Z opowiadań wynika, że najlepszą matką to Ona nie była. Ojciec chłopaków zmarł, kiedy oni mieli po kilka lat. Po śmierci męża Pietra zaczęła się szarogęsić na gospodarce, która była całkiem niemałym rodzinnym majątkiem (o tym będzie inna historia). W każdym razie jako matka to delikatnie mówiąc nie sprawdzała  się. Patrząc w każdym razie z naszej perspektywy. Na dowód tego Wujek opowiedział historię jak to kilkuletni Ludwik (syn Petroneli) miał w zakresie swoich obowiązków pasać gęsi. Któregoś dnia podczas gęsiej opieki odbiegł gdzieś na chwilę jak na żywego siedmiolatka przystało i zajął się wygłupami z rówieśnikiem. W tym czasie niesforne gęsi weszły gdzieś tam w czyjąś szkodę. Zanim Ludwik wrócił do domu, to sąsiad już zdążył nakablować do Pietry, co się wydarzyło. Kara była sroga. Petronela nie miała litości. Bardzo brutalnie się obeszła z małoletnim synem. Z nią bowiem nie było dyskusji. Nie było zabawy. Wyłącznie sroga dyscyplina. Ja słuchając tej historii od razu wiedziałam, że to musiała być wina gęsi. Nie od dziś się mówi "głupia/głupi jak gęś", ale jak widać Pietra widziała to zgoła  inaczej...

Ale. Okazuje się, że życie bywa sprawiedliwe. Następnego dnia porywcza matka opowiedziała swojej sąsiadce przerażający sen... W nocy przyśnił jej się ojciec Ludwika, który powiedział, że jeśli sytuacja się powtórzy to on, z tych zaświatów z nią się odpowiednio rozprawi. Spotka ją ciężka kara... Na szczęście dla Ludwika i jego brata Wojtka - Petronela wierzyła w duchy, wystraszyła się i od tamtej pory jej stosunek do synów zmienił się...

O tym, że moja praprababcia nie przepadała za dziećmi świadczy jeszcze jedna historia. Już z późniejszych czasów. Dorosły Ludwik ożenił się z naszą Franciszką, która była jego drugą żoną (ale o tym kiedy indziej) i mieszkali z Pietrą po sąsiedzku. Najstarszym ich dzieckiem był Wujek Stach. Kiedy Stach miał tak 6 czy 7 lat w ramach małego dziecięcego psikusa poszedł do swojej babci na podwórko i "ukradł" babci jajko. Jedno jajko. Babcia przyszła z wielkim wrzaskiem do Frani i wykrzyczała, że "ten smędnik ukradł jej jajko!". Po wyjściu Babki, matka Stacha uznając, że kradzież (nawet jednego jajka i to własnej babci) nie może ujść płazem ukarała krnąbrnego syna. Najsurowszą jednak karą było to, że matka Stacha dała mu jajko i kazała natychmiast iść przeprosić babcię i oddać to jajko. Stach skruszony poszedł, jajko oddał, babci dłoń ucałował. Babcia jajko zabrała i sprawa się zakończyła. Jedyny na tamtą chwilę wnuczek Pietry i jedno małe jajko...

Praprababcia Pietra to na tyle barwna postać, że co najmniej jeszcze jedno opowiadanie będzie na Jej temat.

Dzisiaj mówię Wam Dobranoc i ponawiam monotonnie swój apel ;)

Wasza paulap :)

 

© Od Ludwika i Franciszki - Blog Wróblewskich
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci